Cóż by tu?
Tragedia bez chili i cebulki.

KOT SYJAMSKI
RATOWNIK
NIEDOSZŁY TOPIELEC

KOT (krzyczy do niezainteresowanego RATOWNIKA)
Ratunku!

(RATOWNIK czyści zęby nitką dentystyczną)

KOT (zdezorientowany)
Halo?! Ratownik?

RATOWNIK (z wyraźną niechęcią odrywa się od swego zajęcia)
Nooo…?

KOT (z nadzieją)
Tam się ktoś topi!

RATOWNIK (niezbyt zainteresowany)
No i?

KOT (zdziwiony)
Czemu pan mówi „no i”? Pszeciesz ty jest Ratownik!

RATOWNIK (rozeźlony)
No, jestem. A ty nie umiesz pływać? A jak popłyniesz na środek jeziora, złapie cię skurcz i utoniesz, to moja wina, tak? Wszystko na mnie! To może sam pan spróbuje tak siedzieć tutaj od rana do wieczora i gapić się na ludzi, co? Proszę bardzo!

KOT (zdumiony)
Ale tam się ktoś topi! Szybko, bo zaraz się stopi!

RATOWNIK (uśmiecha się z pobłażaniem)
Utopi, człowieczku... Pewnie nietutejszy...

KOT (nie wiedząc, co powiedzieć, ale w końcu się decydując)
Nie-tu-tej-szy. Nie, nie, syjamski.

(milknie, po chwili dodaje)

A moi braty to też jest syjamski.

RATOWNIK (z nonszalancją)
Obaj?

KOT (skwapliwie)
Tak, obaj. Zrośnięci ogonami.

Kurtyna opada wyrozumiale.